Nie wyręczaj, czyli o nadopiekuńczości

Każdy z nas nieraz słyszał o nadopiekuńczości rodziców wobec dzieci. Czym właściwie jest i jak odróżnić ją od zdrowej opieki? I czy słusznie zwykle opisuje się ją w złym świetle? Zastanawialiście się kiedyś, czy dotyczy również Was jako rodziców lub dzieci nadopiekuńczych osób? Warto przyjrzeć się bliżej temu tematowi.

Nad-opieka

Żeby dobrze zrozumieć, czym jest nadopiekuńczość, trzeba zastanowić się nad jej typowymi przejawami. Są to takie zachowania, które składają się na rozłożenie nad kimś parasola ochronnego czy umieszczenia go pod kloszem: wyręczanie w pracach domowych czy trudnościach, nadmierne przestrzeganie przed zrobieniem sobie krzywdy (“Nie biegaj! Przewrócisz się!”) czy ostrzeganie przed niebezpieczeństwem (“Nie idź do piaskownicy, piasek jest brudny, będziesz chory!”), karmienie do późnego wieku (czasem nastolatków!), ubieranie dużego dziecka, wykonywanie obowiązków za dziecko (wynoszenie śmieci, sprzątanie jego pokoju) itd. Lista takich zachowań jest długa. Jak sama nazwa wskazuje, mają one związek z normalną opieką nad dzieckiem, tyle, że są jej przejaskrawioną, szkodliwie wyolbrzymioną wersją. To tak, jakby patrzeć na zajmowanie się kimś w krzywym zwierciadle – chcemy dobrze, jednak przesadzamy i efekt okazuje się odwrotny do zamierzonego. Mówimy o nadopiekuńczości wtedy, gdy te przykładowe i inne, podobne zachowania występują na tyle często, że można określić je czyimś stylem wychowania. Problem z nadopiekuńczością mają zwykle rodzice, którzy z jakiegoś powodu odczuwają nadmierne obawy o bezpieczeństwo dziecka albo ogólnie cechuje ich podwyższony poziom lęku. Może być to spowodowane różnymi przyczynami, zdarza się, że sami mieli nadopiekuńczych rodziców, od których przejęli taki sposób postępowania lub wręcz przeciwnie – brakowało im czułości, więc teraz chcą ją okazać swoim dzieciom, i to z nawiązką.

Dobrymi chęciami…

Każdy z nas zna resztę tego przysłowia. Nie inaczej jest w tym przypadku – problem zaczyna się od rodziców, ale z czasem negatywne skutki nadopiekuńczości obejmują i dzieci. Dlaczego jest czymś złym? Można powiedzieć, że dziecko przejmuje nadmierny lęk wraz z mlekiem matki. Przepełnieni lękiem rodzice zaszczepiają go w potomku na zasadzie modelowania, czyli pokazywania zachowania, na którym dzieci wzorują się i które naśladują. Całymi latami uczą się, że świat jest pełen niebezpieczeństw, więc należy się go bać, co więcej – samemu nie ma się siły, żeby sprostać przeciwnościom (bo zawsze ktoś mi pomaga), więc trzeba ich unikać. Dziecko nadopiekuńczych rodziców nabywa przekonania, że wszystko mu się należy, bo jego potrzeby są zaspokajane zanim nawet zdąży się o nie upomnieć. Ponieważ zwykle jest wyręczane, nie uczy się samodzielności i odpowiedzialności za swoje postępowanie – przyzwyczaja się, że ktoś mu pomoże. Dlatego bywa, że w obliczu trudności czuje się bezradne. Zwykle jest w zbyt bliskiej relacji z co najmniej jednym z rodziców, przez co nie rozwija własnej autonomii, czyli poczucia bycia odrębną osobą. Pozostaje w tyle za rówieśnikami, jeśli chodzi o rozwój społeczny. Zakazuje mu się spędzać czas na “groźnych” zabawach z innymi dziećmi, zatem może być wyobcowane z ich kręgu. Ma to niebagatelny wpływ na jego zdolności zachowania się wśród ludzi, ponieważ dzieciństwo to bardzo ważny okres uczenia się umiejętności społecznych, których nie można nabyć bez praktyki. Nadmiernie chronione dziecko nie uczy się konkurowania, wyrażania sprzeciwu i dezaprobaty, walki o dominację w grupie, eksperymentowania (też ze środowiskiem naturalnym) czy wyrażania własnej opinii. W myśl zasady “jak się nie przewrócisz, to się nie nauczysz”, pozostaje niewytrenowane w kontaktach międzyludzkich. Popełnianie błędów uczy radzenia sobie z porażkami i konieczności pracy nad sobą. Taki maluch nie przewraca się (dosłownie i w przenośni), więc nie ma okazji przekonania się na własnej skórze, co wolno, a czego nie. Gdyby miało taką możliwość, mogłoby się okazać, że świat jest mniej straszny niż słyszy od rodziców.

Mały dorosły

Będąc w relacji z nadopiekuńczym rodzicem jako już dorosły, czasem trudno zauważyć, jakie wywarła ona skutki na nasze dorosłe życie. Z boku zwykle widać lepiej – jak więc rozpoznać, czy mamy z tym problem? Warto zapytać bliskie osoby, czy dostrzegają u nas takie zachowania jak: brak wytrwałości, niedostateczna odpowiedzialność za siebie, nieobowiązkowość, ogólne rozpasanie i wygodnictwo, zbyt bliskie kontakty z rodzicami (na przykład wielokrotne dzwonienie do siebie podczas dnia) lub nadmierna kontrola z ich strony w dorosłym życiu. Są też typowe skutki nadopiekuńczości w myśleniu o sobie, do których należy nieadekwatne poczucie własnej wartości – zbyt niskie (bo nic nie umiem zrobić samodzielnie i czuję się bezsilny w obliczu problemów) lub zbyt wysokie (bo zawsze byłem wyjątkowy, więc jestem przyzwyczajony, że nic nie muszę, a i tak wszystko mi się należy). Może też pojawić się problem z tożsamością – jeśli nigdy się nie buntowałem przeciwko opiekunom, to nie sprawdzałem, co mi pasuje, a co nie, więc możliwe, że nie do końca wiem, jaki jestem, co lubię, a czego nie i co uważam na różne tematy (zdanie mogło być subtelnie narzucone przez rodziców – “Lepiej tak myśleć synku, żeby mieć spokój”). Inną konsekwencją mogą być zachwiane granice osobiste, czyli bycie zbyt otwartym i wylewnym lub wręcz przeciwnie – pełnym lęku i zamkniętym w sobie. Łączy się z tym nieumiejętność szanowania granic innych ludzi – ich odrębności, prywatności, prawa do zaspokojenia własnych potrzeb oraz zbyt częste narzucanie się im. W końcu, typowe są problemy w relacjach z innymi osobami, takie jak zbyt niska zdolność do funkcjonowania samodzielnie, tendencja do dążenia do za bliskich relacji lub spowodowane lękiem unikanie ludzi, nieporadność w kontaktach interpersonalnych, brak asertywności, nieznajomość zasad zachowywania się w grupie, arogancja lub nadmierna uległość.

Pomocy?

Co zrobić, jeśli doszliśmy do wniosku, że mamy problem ze skutkami nadopiekuńczego wychowania przez naszych rodziców lub od dawna byliśmy tego świadomi, ale nie wiemy, jak sobie z tym poradzić? Pierwszym krokiem jest uświadomienie i pogodzenie się z tym, że moi rodzice są lub byli nadopiekuńczy, co samo w sobie nie jest łatwe i może powodować wiele negatywnych emocji wobec rodziców, jak złość czy żal. Zaakceptowanie faktu, że nie jest się pępkiem świata, również bywa bolesne. Emocje te można potraktować jednak jako siłę napędową do zmiany, czyli postawienie w końcu na siebie i wypracowanie swojej odrębności i niezależności. Najlepiej zastanowić się nad tym, z jakimi konkretnymi zachowaniami mamy problem, a następnie przemyśleć realny plan ich zmiany przybliżający nas do tego, jak chcielibyśmy się zachowywać oraz zacząć go wykonywać. Przykładowo, warto pracować nad stawianiem sobie i swoim bliskim rozsądnych granic. Bardzo ważne jest także realizowanie swoich oraz zleconych przez innych wymagań, aby powoli nabywać odpowiedzialność i wytrwałość oraz budować w sobie przekonanie o własnej skuteczności. Można też starać się często wchodzić w sytuacje społeczne, żeby nauczyć się tego, na co nie miało się okazji jako dziecko – rozsądnego komunikowania swoich potrzeb, wyrażania sprzeciwu, otwartego mówienia o preferencjach czy kształtowania własnego zdania. Czasem pomocny może okazać się kontakt z psychologiem lub terapeutą.
Jedno jest pewne – samo uświadomienie sobie, że jestem nadopiekuńczym rodzicem lub dzieckiem takich rodziców to już pierwszy, ogromny krok naprzód, bez którego nadal nieświadomie tkwiłoby się w szkodliwej sytuacji. Znając z kolei symptomy nadopiekuńczości, można jej łatwiej zapobiec w przyszłości. Wiadomo przecież, że lepiej chuchać na zimne. Ważne tylko, żeby w rozsądnych granicach.

Autor: Monika Stankiewicz, psycholog, certyfikowany psychoterapeuta poznawczo-behawioralny

Udostępnij