Poczucie „nierealności” lub „bycia gdzie indziej”

W trakcie depersonalizacji ludzie doświadczają zmian w samoświadomości, które mogą zawierać takie odczucia, jakby ich własne myśli czy działania nie należały do nich. Może się im nawet zdarzyć coś takiego, jak doświadczanie wrażenia obserwowania siebie z zewnątrz. Derealizacja pojawia się, gdy ludzie czują się oddzieleni od środowiska. Doświadczenie to może zawierać w sobie postrzeganie obiektów jako niestabilnych, pomniejszonych w rozmiarze czy dwuwymiarowych; a „ja” może być odczuwane jako być może będące w środku jakiegoś szklanego pojemnika, czy przyglądające się badawczo światu przez mgłę, który to świat jest nieuchwytny i pozbawiony znaczenia.

Te odczucia są całkiem częste. Niektórzy badacze sugerują, że nawet do 50% „normalnych” dorosłych doświadcza okazjonalnie jednego lub obu z tych stanów, i że, jako choroba psychiatryczna, może dotyczyć to do 3% ogólnej populacji. W sytuacji, w której doświadczenie to jest okazjonalne i łagodne, proces ten może trwać sekundy lub kilka minut czy (rzadko) kilka godzin. Problem ten będzie miał tendencje do rozpoczynania się i kończenia raczej gwałtownie. Czasami, gdy jest łagodny, może być trudny do odróżnienia od objawów lęku, takich jak poczucie niestabilności, zawroty głowy czy „mętlik” w głowie.

Jednakże istnieje inne badanie, sugerujące, że każda z tych sytuacji może być prekursorem ataku paniki czy aspektem lękowego szczytu osiągniętego podczas ataku paniki. Wczesne badania w tym zakresie sugerują, że depersonalizacja i derealizacja mogą być sposobem ciała na „odcięcie się” od silnych uczuć lęku. Spekulowano także, że znaczna introspekcja – duże zaangażowanie w analizowanie własnego samopoczucia – dawała podłoże problemowi. Jako że zaangażowanie wszystkich zmysłów w jakąś inną aktywność zdaje się zmniejszać problemy depersonalizacji i derealizacji, wydaje się to rozsądną sugestią.

Badania także wskazują na to, że gdy silna jest dominująca choroba psychiczna, okresy poczucia nierealności mogą trwać tygodniami czy miesiącami, powodując wiele cierpienia. Gdy depersonalizacja pojawia się na poziomie zaburzenia, cierpiący mogą się samookaleczać. Jednakże w jednym z artykułów dokonano ciekawej obserwacji, że na poziomie zaburzenia, depersonalizacja może pojawić się w odpowiedzi na silną traumę czy samookaleczenie. Oczywiście potrzeba jeszcze wielu badań w tym zakresie.

Odnośnie tego tematu, strona „Institute of Psychiatry” sugeruje, że samookaleczanie może być odpowiedzią na problemy czuciowe jak odrętwienie, gdzie cierpiący może doświadczać braku dotykowych sygnałów i, przypuszczalnie, samookaleczanie może stać się ekstremalnym sposobem bycia zdolnym do czucia swojego ciała. Strona ta także oświadcza, że cierpiący na depersonalizację mogą doświadczać dzwonienia w uszach czy odczucia, że głośność codziennych czynności dokoła nich się zwiększyła.

Dowód anegdotyczny pochodzący z organizacji dobroczynnych głosi, że wiele ludzi, podczas okresów podwyższonego lęku, odbiera „normalne” światło i dźwięk jako zbyt silne dla nich, więc byłoby interesujące dowiedzieć się czy jest to specyficzny aspekt depersonalizacji czy po prostu inny symptom silnego lęku, z którego depersonalizacja może się rozwinąć.

W sytuacji opisanego jak wyżej cierpienia przez kilka tygodni, jest bardzo możliwe, że osoba stanie się niespokojna lub przygnębiona, więc nie zawsze możliwe może być ustalenie, co było pierwsze – depersonalizacja czy lęk/depresja.

Zaburzenie depersonalizacyjne może być główną chorobą psychiatryczną lub pojawić się jako część innego zaburzenia psychicznego, takiego jak zespół lęku panicznego, depresja, OCD czy problemu neurologicznego jak epilepsja. Sugerowano także, że może się ono pojawić u zdrowych osób, które spróbowały używek jak marihuana czy ekstazy i/lub nadużyły alkoholu.

Kiedy jest ono główną chorobą, jest możliwe, że zaburzenie to może stać się chroniczne w około 50% przypadków i może nie reagować dobrze na leczenie. Wydaje się dotykać dwa razy więcej mężczyzn niż kobiet i rzadko pojawia się u osób powyżej czterdziestego roku życia.

Opcje leczenia wydają się niejasne, ale kiedy jest to główne zaburzenie, będą prawdopodobnie obejmować niektóre formy psychoterapii. Sugeruje się, że gdy nie jest to główne zaburzenie, problem depersonalizacji łagodnieje, gdy dana osoba poradzi sobie ze swoją dominującą chorobą (np. zespołem lęku panicznego). Jeden artykuł sugeruje, że depersonalizacja i derealizacja są efektem nierównowagi serotoniny, ale nie podejmuje tematu skuteczności obecnych inhibitorów wychwytu zwrotnego serotoniny jako możliwego sposobu leczenia. Ekstazy także wydaje się działać na poziomy serotoniny, przynosząc niemal odwrotny efekt do depersonalizacji, ale zostało zasygnalizowane, jak wspomniano, że może być przyczyną zaburzenia. Wydaje się, że potrzeba jeszcze znacznie więcej zrozumieć na temat farmakologicznego leczenia i nadużywania substancji.

Lata temu, osobom doświadczającym depersonalizacji rekomendowano noszenie ze sobą „zestawu depersonalizacji”. W nim zawierało się kilka małych przedmiotów, które miały silne powiązania z życiem danej osoby, jak dziecięcy bucik czy fotografia. Przedmioty o znaczącej teksturze, jak papier ścierny czy futro także były polecane, jako, że teoria głosiła, iż jakiekolwiek mocne doznania dotykowe skupiały umysł i przywoływały osobę do: „to jest tutaj, a więc ja także tu jestem”. Manipulowanie obiektami takimi jak plastikowe czy metalowe kule, pierścienie czy klucze także miało swoich zwolenników, tak samo jak posiadanie bliskiej osoby w pobliżu, która mogłaby zostać dotknięta czy przytulona.

Źródło: http://www.anxietycare.org.uk/docs/unreal.asp

Tłum. Anna Rybicka

Udostępnij